Gotówką. Kartą. Telefonem. Naklejką. Zegarkiem. Płatności dokonujemy na wiele różnych sposobów, różnymi kartami (debetową, kredytową), a transakcje zatwierdzamy kodem PIN, podpisem lub pomijamy tę procedurę, płacąc zbliżeniowo. Niedawno głośno było o bankomatach biometrycznych, które weryfikował tożsamość nie na podstawie czterocyfrowego kody, a skanu palca. Krok dalej poszedł szwedzki student, który wynalazł płatność palcem.

Pomysł bazuje na wspomnianych bankomatach biometrycznych. Skanują one układ krwionośny palca, który jest unikatowy dla każdego człowieka. Stąd bezpieczeństwo tej metody jest nie do przecenienia. Z kolei cena wdrożenia takiego systemu jak najbardziej wycenialna była i w Polsce mamy tylko kilka takich urządzeń. Jak sam zainteresowany mówi, Fredrik Leifland wpadł na swój pomysł, stojąc w kolejce w markecie. Tam też powstał pierwszy zarys Quixter.

System pozwala na uiszczenie płatności trwające około pięciu sekund. By dołączyć do bazy płacących, należy w wyznaczonym miejscu wpisać swój numer telefonu, numer ubezpieczenia społecznego i zeskanować dłoń. Układ naczyń krwionośnych, jedyny w swoim rodzaju dla każdego człowieka, od teraz służy jako nośnik pieniędzy. Przyszły inżynier ze szwedzkiego Lund University zachwala swój produkt mówiąc, że możemy zapomnieć portfela, telefonu czy zegarka wyposażonego w naklejkę zbliżeniową. Dłoń mamy zawsze ze sobą: jest niepodrabialna, jedyna w swoim rodzaju i trwalsza niż gotówka czy karta. Czyby student odnalazł idealny środek płatniczy?

Tak i nie. Na małą skalę, jaką jest miasteczko uniwersyteckie, Quixter spisuje się idealnie. Baza liczy 1600 osób, płacić dłonią można w 15 lokalach. Jednak modernizacja terminali płatniczych na skalę miasta, kraju czy świata to zadanie wręcz karkołomne. Dość wspomnieć o wydatkach, przed którymi starały się uciec Stany Zjednoczone, a które teraz dopadną ich ze zwielokrotnioną siłą. Chodzi rzecz jasna o karty wyposażone w elektronicznych chip, których Amerykanie tak się wystrzegali, a już niedługo przejście na nie będzie kosztować sektor bankowy (a co za tym idzie – klientów) olbrzymie kwoty.

Nie wiadomo, jaka przyszłość czeka wynalazek Leiflanda. Potencjał tkwi w nim wielki – pytanie, jak zostanie wykorzystany. Warunki ma bardzo dobre – Szwecja to kraj bardzo bogaty, który mógł sobie pozwolić na to, by nie dołączyć do strefy euro i nie przyjąć kursu euro za własny. Mimo wszystko trudno wyobrazić sobie sytuację, w której cały świat wyrzuca przez okno używane dotychczas i działające terminale po to, by korzystać z nowego rozwiązania. Jednak przy odrobinie cierpliwości, może już niedługo rzeczywiście będziemy płacić palcami?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *