Często podnoszona kwestia cenzury internetu jest zazwyczaj określana w najdelikatniejszej wersji walką z wiatrakami. Jednak co jeśli ktoś do tej walki podejdzie naprawdę poważnie? Jak to się skończy – blamażem lub sytuacją podobną do tej w Chinach, gdzie całkowicie blokuje się niektóre z witryn.

Szydercy lubią podkreślać, że to Polska jest ojczyzną absurdalnych ustaw. Jednak to w Hiszpanii powstał projekt, który może doprowadzić do zniknięcia Facebooka czy Twittera z monitorów na Półwyspie Iberyjskim. Eksperci nie są zresztą zaskoczeni: to Hiszpania dała początek kontrowersyjnemu „prawo do bycia zapomnianym”. Co prawda nastroje wokół ustawy przyjętej przez Parlament Europejski zmieniają się jak kursy walut, większość społeczności internautów zgadza się jednak co do tego, że usuwanie wyników wyszukiwarki jest jawną cenzurą sieci.

Chodzi o dostosowanie prawo do realiów nowych mediów. Konkretnie o Prawo Własności Intelektualnej, które hiszpańscy prawodawcy zmienili tak, że w jego brzmieniu twórca powinien otrzymywać tantiemy z tytułu publikowania treści stworzonej przez niego w opisie odnośnika, który prowadzi do strony zawierającej tej treść. Brzmi nieco niejasno, ale sens nowej ustawy zawiera się w prostym zdaniu: delegalizacji ulegną portale społecznościowe. Dlaczego? Ponieważ duża część publikowanych tam treści to cytaty, odnośniki lub cytaty i odnośniki do artykułów, filmów, muzyki, etc. Oznaczałoby to, że portale umożliwiające tego typu działalność (a trzeba zaznaczyć, że niektóre wprost do tego zachęcają, np. aplikacjami pozwalającymi na udostępnienie filmu, zdjęcia czy piosenki) musiałyby w Hiszpanii uiszczać rodzaj podatku od takiej działalności. To z kolei może skutkować dwiema sytuacjami, jedna bardziej absurdalna od drugiej: albo w Hiszpanii portale typu Facebook czy Twitter będą płatne, albo zostaną zablokowane.

Ostateczna interpretacja przepisu zależeć będzie najpewniej od precedensu, którego w tym momencie brak. Jednak jeśli nowa opłata – na wzór „prawa do bycia zapomnianym” – wyjrzy poza granice Hiszpanii, może to oznaczać rewolucję na portalach społecznościowych. Czy dbałość o Prawo Własności Intelektualnej doprowadzi do powstania Facebooka w wersji europejskiej, pozwalającą tylko na tworzenie treści bez możliwości ich linkowania? Na razie to dystopia. Ale czy ingerowanie w wyniki wyszukiwarki Google też nią nie były jeszcze kilkanaście miesięcy temu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *