Jankeskie firmy z Doliny Krzemowe, jak Google czy Apple, często znadują się na szczycie rankingów przedstawiających najlepszych pracodawców. Zatrudnieni w tych gigaprzedsiębiorstwach mają etykietę ambitnych, pracowitych, szczęśliwych i dobrze zarabiających młodych ludzi. Okazuje się jednak, że nawet w największych firmach pokutuje wyzysk połączony z interesanctwem ich szefów.

Do Polski dociera raczej niewiele doniesień w sprawie ustalaniu poziomu płac między Apple, Google, a później również Adobe, Intel, Intuit czy Pixar. Proceder dotyczy natomiast niektórych z najbogatszych ludzi świata, kierującym olbrzymim światowym firmom. Sprawa swoimi korzeniami sięga pierwszych lat XX wieku. To wtedy, jeszcze za życia Steve’a Jobsa, miała miejsce wymiana zdań między szefami szefa Apple i Bruce’a Chizena, CEO Adobe. Jobs zarzucił rozmówcy, że zatrudnia pracowników Apple. Chizena odparł:

– Myślałem, że chodzi tylko o pracowników wyższych stażem… proponuję tak to pozostawić. Jestem otwarty na propozycję. Dobrze byłoby to ustalić.

– OK, w takim razie powiem moim ludziom od zatrudnień, że mogą nawiązać kontakt z każdym pracownikiem Adobe, który nie jest dyrektorem albo wiceprezesem.

– Jestem za tym, by nie zabiegano o żadnego z pracowników z obu firm. Jeśli sie zgadzasz, przekaże to moim ludziom.

Powyższy fragment nie pasowałby nijak do bloga poświęconego finansom, gdyby nie drobny szczegół. Rozmowa ta, przeprowadzona gdzieś w okolicach połowy zeszłej dekady, dała początek ugodzie już nie tylko między Apple i Google, ale i pozostałym wielkim firmom Doliny Krzemowej. Nie była ona bynajmniej egzekwowana tylko w kontaktach między przedstawicielami przedsiębiorstw. I tu wkraczają finanse: wszystkie firmy były zamieszane w ustalanie płac na podobnym (czytaj: odpowiednio niskim) poziomie, by pracownicy nie byli kuszeni odejściem do konkurencji. Taka polityka jest natomiast niezgodna z praktykami rynku i prawem pracy (to tak, jak gdyby „umawiano się” na kursy walut na rynku FOREX), natomiast fakt, że zamieszane były w to największe i najbogatsze światowe przedsiębiorstwa, dodała jej rozgłosu. Fakt, że w ten proceder zamieszane były praktycznie wszystkie największe firmy Doliny wypaczał wiedzę o rynku i sprawiał, że pracownicy nie czuli impulsu, by szukać zatrudnienia gdzie indziej. O ile żadne sumy nie zostały ujawnione, szybko okazało się, że w sprawę są zamieszane również hollywoodzkie studia producenckie. Tak wypaczony rynek pracy funkcjonował w USA bardzo długo. Dziś sprawa cały czas pozostaje nierozstrzygniętych i zapewne rozejdzie się po kościach (lub ugodach). Dlatego może zachwyt strukturą firm z Doliny Krzemowej i tworzenie kolejnych polskich przedsiębiorstw „na ich podobieństwo” wcale nie jest słusznym kierunkiem?

PS Zabawny epilog dopisali (dosłownie) do sprawy niedawno najsłynniejsi amerykańscy skazańcy. Mordercy, gwałciciele i terroryści podpisali się przed ręcznie sporządzanym „wnioskiem o interwencję”. W piśmie, które – jak przewidują media – jest rodzajem żartu, przestępcy oświadczają, że posiadają kluczowe i dotąd nieujawnione informacje na temat skandalu ustalania płac w Dolinie Krzemowej. Z „dokumentem” można zapoznać się pod tym adresem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *