W kalendarzach na świecie istnieje rodzaj ruchomego święta, które – w zależności od tego, kiedy przypada – pozwala oszacować, ile z efektów naszej pracy oddajemy państwu w podatkach. Ten symboliczny dzień, który jasno pokazuje, że wszystkie zobowiązania wynikające z podatków to niemal połowa naszego rocznego przychodu, wypadł w tym roku w miniony weekend – 14 czerwca.

Centrum im. Adama Smitha, odpowiedzialne za wyliczanie Dnia Wolności Podatkowej dla Polski, wyliczyło, że aż 44.99% wynagrodzenia za swoja pracę oddajemy w PIT-ach, VAT-ach, akcyzach i składkach. To niemal pół roku pracy (dokładnie 165 dni), co daje nam 113 miejsce ze 189 państw, które przebadano.

Idea Dnia Wolności Podatkowej powstała w Stanach Zjednoczonych dwa wieki temu. Co ciekawe, po raz pierwszy, gdy ustalono Tax Freedom Day, przypadł on na 22 stycznia 1900 roku. Dziś w USA jest to zazwyczaj druga połowa kwietnia (w tym roku 21 kwietnia). W Polsce Centrum im. Adama Smitha podaje efekty swoich wyliczeń od 1994 roku, kiedy Dniem Wolności Podatkowej obwołano 1 lipca. A było jeszcze gorzej – trzy lata temu Polacy symbolicznie zapracowali na datki dla państwa dopiero 7 lipca. Pod tym względem najlepsze lata – oprócz obecnego – to 2008 i 2009. Jednak mimo wyrównania podwójnego rekordu, CAS cały czas przestrzega, że podatki w Polsce dochodzą do momentu, w którym przestaną przynosić większe dochody (zgodnie z teorią opisywanej już na blogu krzywej Laffera).

W skrócie: krzywa Laffera zakłada, że podatki można zwiększać tylko do pewnego optimum, po którego przekroczeniu, mimo dalszych podwyżek, przychody państwa maleją. Według niej sposobem na zwiększenie przychodów kraju jest obniżenie podatków, ponieważ da to impuls to zwiększenia działalności gospodarczej dzięki temu, że obywatele mają więcej pieniędzy, które mogą inwestować.

Dlatego Centrum im. Adama Smitha alarmuje, że kolejne podwyżki podatków nie przyniosą poprawy budżetu i mają własną propozycję zmiany systemu podatkowego w Polsce. CAS chce m.in. likwidacji PIT, CIT oraz ujednolicenia VAT. PIT miałby zostać zastąpiony podatkiem od płacy netto wynoszącym 25%, a zamiast CIT pojawić miałby się podatek od wartości sprzedaży (1%). Pomysły rządu na podatki natomiast są zmienne jak kursy walut, ale pomysł radykalnego ich obniżenie raczej nie pojawił się jeszcze na stole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *