Narzekania na rosnące podatki nie mają końca i nie są w zasadzie niczym nowym. Nie jest to jednak temat zupełnie wyczerpany, o czym mogą świadczyć planowane podwyżki cen papierosów i alkoholu. Oczywistym jest, że trzeba ratować już nie nadszarpnięty, a jawnie dziurawy budżet. W teorii ekonomii istnieje natomiast twierdzenie, podług którego to paradoksalnie obniżenie podatków może zwiększyć wpływy państwa.

O krzywej Laffera zrobiło się niedawno w mediach przy okazji podwyższenia akcyzy na alkohol i papierosy. Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem produkcji wyrobów tytoniowych, według szacunków ten rynek jest źródłem dochodów 500 tysięcy ludzi. Jest on źródłem niemal jednej czwartej dochodów podatkowych w naszym kraju. Istnieje jednak niebezpieczeństwo , że kolejne podwyżki wcale nie spowodują wzrostu przychodów do budżetu. Są wręcz przesłanki, że stanie się rzecz odwrotna. Tak właśnie obrazuje ten mechanizm krzywa Laffera.

Krzywa_Lahera

Według Arthura Laffera, ekonomistę z USA, podatki (tmogą rosnąć i przynosić dochody (T) tylko do określonego punktu maksimum (E). Jeśli wysokość oddawanej państwu części wynagrodzenia przekroczy punkt krytyczny, obywatele przestaną płacić podatki i będą rezygnować z działalności gospodarczej. Zatem przy podniesieniu stawki oprocentowania do 100 procent, dochody będą dokładnie takie, jak przy stawkach wynoszących 0 procent – żadnej. Według Laffera zwiększenie dochodu można osiągnąć przez obniżenie podatków i wywołanie tym samym bodźca do zwiększonej działalności gospodarczej. I mimo że dużo jest zasadności w krytyce krzywej: wątpliwości co do jej kształtu i stałości tego kształtu w czasie.

Niezależnie od krytyki, istnieją precedensy potwierdzające prawdziwość teorii krzywej Laffera. Na ponad czterdzieści lat przed jej sformułowaniem, w 1925 obniżono olbrzymią, bo wynoszącą aż 73 procent stawkę PIT do stawki niemal trzy razy mniejszej, na wysokości 25 procent. Dzięki temu przychody USA z tego tytułu wzrosły z przeszło 700 milionów dolarów w 1921 do ponad miliarda w roku 1929. Również nad Wisłą historia najnowsza zdaje się potwierdzać tezę amerykańskiego ekonomisty, gdy w 2003, po znacznym obniżeniu akcyzy na alkohol wzrósł dochód budżetu.

Stąd dziwi polityka rządu, który cały czas winduje ceny papierosów.Już niedługo mają one kosztować osiemnaście złotych za paczkę. Izolując się od moralnych aspektów problemu: w najlepszym interesie państwa jest, by obywatele kupowali jak najwięcej wyrobów tytoniowych. Stałe zwiększanie ich cen może raczej zwrócić ich uwagę w kierunku czarnego rynku, niż zachęcić do kupna. Cena paczki papierosów na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat wzrosła o niemal 300 procent, (po wprowadzeniu nowej stawki – ponad 400 procent) zaś podatki (akcyza + VAT) stanowią około 85 procent ich ceny!

Należy jednak oddać, że ceny wyrobów tytoniowych są na tle Unii Europejskiej są cały czas względnie niskie (by uniknąć rozpoczęcia zupełnie innej dyskusji, pomińmy na tę chwilę dysproporcję pomiędzy zarobkami i cenami w Polsce oraz w UE). W Wielkiej Brytanii za paczkę papierosów zapłacimy £8,20, czyli (biorąc pod uwagę dzisiejszy kurs funta – 5,02 zł) 41,16 złotego. Kupując je we Francji, zapłacimy według aktualnych notowań walut €6,6 (27,65 zł), w Hiszpanii – €4,3 (18,01 zł). Należy jednak przyznać, że ceny, do których “aspiruje” Polska są nieprzystosowane do sytuacji ekonomicznej obywateli, nieproporcjonalne do ich zarobków, a jeśli mechanizm przedstawiony w krzywej Laffera sprawdzi się – będą też przynosić coraz mniejsze przychody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *