Amerykanie przyzwyczaili nas do zdania „nie negocjujemy z terrorystami”. Jak donosi „New Tork Times”, zaowocowało to nowym rodzajem okupów. Nie tak wysokich, że na przedsiębiorców pada blady strach. Przeciwnie: tak niski, że jego uiszczenie wydaje się wręcz opłacalne.

Chodzi o opisany w nowojorskim dzienniku problem kilku do kilkunastu dużych firm funkcjonujących na szeroko pojętym rynku internetowym (jedną z największych jest popularny serwis Vimeo). List z pogróżkami zakłada przeróżne formy uprzykrzenia życia – od częstego sprowadzania kontroli antynarkotykowych czy sprawdzających legalność oprogramowania, przez alarmy bombowe (listy nie wspominają o samych ładunkach, a jedynie o wszczęciu alarmu, który musi zapoczątkować pewne procedury), po zatrucie rtęcią i ataki DDoS.

Kwestią, która przyciągnęła uwagę mediów, jest wysokość okupu. Otóż szantażyści chcą kwoty… 1 bitcoina (1 BTC = 585 USD, czyli, biorąc pod uwagę dzisiejszy kurs dolara, okup opiewa na niecałe 1800 złotych). Jeśli kwota nie zostanie wpłacona na podany adres portfela gromadzącego kryptowalutę (pozwalającego na pełną anonimowość właściciela), szantażyści wprowadzają w życie swe groźby, a okup rośnie do 3 BTC.

Tworzy to dość ciekawy problem: czy zamiast wypowiadać wojnę e-terrorystom, każąc policji ich ścigać, a samemu radzić sobie ze zniszczeniami, które spowodują, nie bardziej opłaca się zapłacić niewielki okup? Rachunek potencjalnych zysków i strat skłaniałby się ku temu rozwiązaniu, ale niemal pewne jest też, że jeśli firma ulegnie raz, za dłuższą lub krótszą chwilę otrzyma kolejny list z pogróżkami, możliwe, że na wyższą kwotę.

System kryptowalut, pozwalający na pełną anonimowość posiadacza bitcoinów i jego transakcji jest dodatkowo wręcz stworzony do podobnych, szemranych „interesów”. Jak amerykańskie przedsiębiorstwa poradzą sobie z groźbami i czy takowe pojawią się również w Polsce – czas pokaże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *